PL EN

Strona zawiera elementy flash'owe. Aby pobrac Adobe Flash Player kliknij tutaj.

Strona zawiera elementy Flash. Aby pobrac Adobe Flash Player kliknij tutaj.

Kokoro Cup 2009

Strona zawiera elementy Flash. Aby pobrac Adobe Flash Player kliknij tutaj.

KOKORO CUP 13.12.2008

Nastrojowy półmrok, błękitne iluminacje i orientalna muzyka witały publiczność wchodzącą do Hali Gier stołecznej AWF, gdzie odbyła się druga edycja gali sztuk walki Kokoro Cup. W trakcie czterogodzinnej imprezy tysiącosobowa widownia otrzymała wszystko, czego oczekuje się od tego typu widowisk – olbrzymią dawkę emocji, kunsztowne występy, momenty humorystyczne, przeplatające się z dramatycznymi oraz możliwość zobaczenia sportowych gwiazd europejskiego formatu.
Kokoro CupGłównymi bohaterami turnieju było dziewięciu przedstawicieli stylu karate kyokushin oraz czterech wojowników w formule K-1. Obie grupy rywalizowały systemem pucharowym. Choć lista startujących prezentowała się imponująco, to organizujący całe przedsięwzięcie prezes Bielańskiego Klubu Kyokushin Karate Mariusz Mazur zdradził, że obsada mogła być jeszcze bardziej spektakularna. – Zaproszenia nie mógł niestety przyjąć nasz przyjaciel, wicemistrz świata w kyokushin, Jan Soukup, który 20 grudnia będzie walczył na zawodowej gali K-1 w Pradze. Ze startu zmuszony był również zrezygnować Lucian Gogonel, mistrz świata w kategoriach wagowych z 2005 roku, wielokrotny medalista mistrzostw Europy. Przyjazd do Warszawy uniemożliwiła mu kontuzja kolana, której nabawił się trzy tygodnie temu na mistrzostwach Starego Kontynentu w Warnie – objaśniał na konferencji prasowej sensei Mazur.
Premierową walką wieczoru był pojedynek repasażowy o wejście do ćwierćfinału turnieju kyokushin pomiędzy Michałem Krzakiem z Katowic a Mohamedem Elkholfim z Francji. Obaj od początku narzucili mocne tempo, nie chcąc zakończyć udziału w zawodach, nim na dobre zdążyły się rozpocząć. O rozstrzygnięciu zadecydowała dogrywka, w której Polak zdobył wazari, potężnie kopiąc rywala w wątrobę. Krzak i Elkholfi zaprezentowali kilka efektownych ushiro mawashi geri, ale sędziowie słusznie zadecydowali, że bardziej kreatywny był karateka ze Śląska.
Kokoro Cup Warto wspomnieć, że sędzią głównym zawodów karate kyokushin był shihan Eric Constancia, wybitny arbiter i trener kadry Holandii, który w trakcie Kokoro Cup objawił także talenty aktorskie. Z zapałem i swadą zachęcał publiczność do bardziej żywiołowych reakcji, uważnie obserwując poczynania w ringu i jednocześnie klaszcząc w dłonie, w kierunku momentami niezbyt śmiałej widowni.
Zanim rozpoczęły się walki ćwierćfinałowe, na arenę weszły dwie egzotyczne tancerki w barwnych pióropuszach, aby dać brawurowy pokaz brazylijskiej samby. Prawdopodobnie po raz pierwszy w niedługich dziejach klubowego ringu stąpały po nim pantofle na kilkunastocentymetrowych obcasach. Temperatura na trybunach wzrosła, można było zaczynać ćwierćfinały.
Na dobry początek między liny weszli Krzysztof Habraszka i Rudolf Conquet. W trakcie regulaminowych dwóch minut walki żaden z nich nie wypracował znaczącej przewagi i sędziowie wskazali jednogłośnie hikiwake – remis. Pierwsza dogrywka również nie przyniosła rozstrzygnięcia. W drugiej więcej animuszu wykazał multimedalista mistrzostw Polski i to on zdobył awans, choć urodzony na Karaibach Conquet pozostawił po sobie bardzo korzystne wrażenie.
Kokoro Cup Nie inaczej było z Danielem Bukowym, którego los skojarzył z  faworytem turnieju, Alejandro Navarro. Utytułowanemu Hiszpanowi przyszło zmierzyć się z zawodnikiem młodym, ale niezwykle zdeterminowanym i szalenie ambitnym. Walka była bardzo dynamiczna, szybka i efektowna, do tego stopnia, że Navarro wydawał się momentami zaskoczony wspaniałą postawą karateki ze Świdnicy. O zwycięstwie Alejandro zadecydowała dopiero dogrywka. Sędziowie wskazali 3:2 dla Hiszpana, a ten – w uznaniu postawy Bukowego – nagrodził Polaka oklaskami i grzecznie przepuścił go przy wychodzeniu z ringu.
Także po dogrywce wygrał pojedynek reprezentant gospodarzy, Karol Cieśluk. Dwukrotny medalista mistrzostw Europy pokonał Aleksandara Doncicia z Serbii, próbując często kopnięć kolanem z wyskoku. Karateka z Belgradu stawał dzielny opór, ale w trakcie czterech minut walki nieco lepszy był zawodnik BKKK.
Dużą niespodzianką zakończył się czwarty ćwierćfinał. Faworyzowany Petar Martinow, pomimo wielu doskonałych i mocnych ciosów nie zdołał wypracować sobie przewagi nad brawurowo walczącym Michałem Krzakiem i po dwóch dogrywkach sędziowie nie zdecydowali się podjąć wiążącego werdyktu. Decyzja była niezwykle trudna, bo katowiczanin i Bułgar okładali się niemiłosiernie i walczyli technika za technikę. Zadecydowała waga. 101 kg Martinowa przeciw 84.5 kg Krzaka dało awans temu drugiemu.

Chwilę po tym, jak ring opuściło dwóch karateków, weszło nań... pięćdziesięciu innych. Najmłodsi adepci Bielańskiego Klubu Kyokushin Karate dali pokaz sprawności i techniki, imitując klasyczny trening. W trakcie dziecięcej prezentacji prowadzący galę konferansjerzy, Kuba Nowicki i Jacek Kępa, podkreślili duchowy aspekt kyokushin, jako filozofii braterstwa, tolerancji, przyjaźni, poszanowania przeciwnika i wewnętrznego spokoju. – Karateka powinien być człowiekiem z zasadami – podsumowali spikerzy, nawiązując do idei przyświecającej organizacji cyklu Kokoro Cup.

Kokoro Cup

Po pokazie dziecięcego karate i żywiołowego fitnessu nadszedł czas na pojedynki w formule K-1. W walce Piotra WoźnickiegoSebastianem Matulańcem faworytem wydawał się Woźnicki, zawodowy mistrz Europy WKA. Dysponujący dużym zasięgiem ramion Matulaniec poczynał sobie jednak nad wyraz dobrze i po jednym z potężnych prawych prostych posłał rywala na deski. Gdyby nie gong kończący pierwszą rundę, zawodnik z Płocka mógł znaleźć się w srogich opałach. Później pojedynek się wyrównał – Woźnicki skrócił dystans, lepiej wychodziły mu kombinacje, dzięki czemu co i rusz obserwowaliśmy emocjonujące spięcia. Po trzech dwuminutowych rundach sędziowie zadecydowali, że jednogłośnie na punkty zwycięża podopieczny Marka Piotrowskiego, Sebastian Matulaniec. Ring opuszczał jednak z poważnie obtartą twarzą.
W drugim półfinale oko w oko stanęli Artur Szychowski i Łukasz Rambalski. Od samego początku poszli na otwartą wymianę ciosów, ale po minucie walka została przerwana. Na łokciu Szychowskiego wyskoczyła potwornie wyglądająca gula. – Uderzyłem nad lewym prostym i zbiłem łokieć Artura prawym krzyżowym. W tym momencie doszło do zwichnięcia – skomentował incydent Rambalski.
Niebawem okazało się, że z powodu kontuzji łuku brwiowego w finale nie będzie mógł wystąpić Matulaniec. Na placu boju zostało dwóch wojowników – Rambalski i Woźnicki. Walka o złoto miała rozstrzygnąć się między nimi.

Przed emocjami półfinałowymi w turnieju kyokushin, publika mogła podziwiać pokaz trików martial arts. Akrobatyczny show, przypominający momentami motywy z break dance’u, był esencją dynamiki i udanie wprowadził widownię w kolejny punkt wieczoru.

Kokoro Cup

W walce o finał Krzysztof Habraszka spotkał się z Alejandro Navarro, zaś Karol Cieśluk z Michałem Krzakiem. W obu pojedynkach do podjęcia werdyktu potrzebne były dwie dogrywki. Batalia polsko-hiszpańska rozstrzygnęła się na korzyść Navarro, który doskonale wytrzymał walkę pod względem kondycyjnym i, gdy Habraszka w końcówce znacznie rzadziej decydował się wyprowadzać techniki, Alejandro wciąż atakował wściekle, niczym byk na corridzie. Na nic zdały się wcześniejsze potężne wewnętrzne low kicki Polaka na udo rywala.
Cieśluk wygrał z kolei na punkty, będąc o włos lepszym od swojego vis a vis. Obaj wojownicy zaimponowali wytrzymałością, wymieniając huraganowe ataki nawet w szóstej minucie zmagań.

Walkę z Navarro okupił Habraszka odnowieniem kontuzji. Organizatorzy chcieli, by w zastępstwie pojedynek o brązowy medal stoczył z Michałem Krzakiem Petar Martinow, ale okazało się, że wagowego Mistrza Europy 2006 nie ma już w Hali Gier. Wrócił dopiero po dwóch kwadransach i zamiast z Krzakiem, stoczył towarzyską bitwę z utalentowanym synem prezesa BKKK, 17-letnim Maciejem Mazurem. Bułgar wygrał 3:2 po dogrywce, a dla Mazura juniora była to wyśmienita okazja, by zmierzyć się z zawodnikiem klasy światowej. – Nie zastanawiałem się ani chwili, gdy tata spytał mnie, czy chcę spróbować. Taka okazja może się już nie powtórzyć, to był bardzo cenny sprawdzian – przyznał młody karateka BKKK, dodając, że przymierza się do debiutu w seniorskich Mistrzostwach Polski Open w Gliwicach, tydzień po gali Kokoro Cup.

Kokoro Cup

Drugą niespodzianką była spontanicznie zakontraktowana walka kobiet. Naprzeciw siebie stanęły mistrzynie Europy seniorek i juniorek – Dobrosława Sołtysik-Habraszka i Edyta Parys. Tradycje dogrywkowe zostały podtrzymane – po bardzo zaciętej, elektryzującej i trwającej sześć minut batalii, na punkty 3:2 wygrała bardziej doświadczona Dobrosława.

Jeszcze tylko bollywodzki taniec z mieczem zaprezentowała urocza Alicja, na ring wybiegły, strzelając z flinty, dwa sobowtóry Pana Wołodyjowskiego, następnie prezes Mazur rozłupał kantem dłoni i stopą potężne lodowe bryły, a całość dopełniono pokazem kata oraz martial arts tricks i – można było zaczynać finały turniejów K-1 i kyokushin.

Starcie Piotra Woźnickiego z Łukaszem Rambalskim zakończyło się w drugiej rundzie. Jeden z soczystych prawych prostych Rambalskiego trafił do celu, a rywal padł jak rażony gromem na deski. Zamroczonego Woźnickiego odprowadził do narożnika Andrei Molchanov. – Rok temu na mistrzostwach Polski w muay thai przegrałem z Piotrkiem przez nokaut, dziś udało mi się zrewanżować – przypomniał Rambalski, odbierając złoty medal za triumf w Kokoro Cup 2008.

Wkrótce na najwyższym stopniu podium stanął także Alejandro Navarro, choć – aby rozstrzygnąć losy walki z Karolem Cieślukiem – znów trzeba było zaordynować dwie dogrywki. Hiszpan udowodnił swoją dominację zwłaszcza w ostatniej minucie pojedynku, gdy niemiłosiernie punktował bardzo zmęczonego, choć ambitnie ripostującego Karola. Sędziowie nie mieli wątpliwości – zwycięzcą turnieju karate kyokushin podczas Kokoro Cup 2008 został urodzony na Wyspach Kanaryjskich Alejandro Navarro. Widowni zapadnie w pamięć nie tylko jego wyborna postawa sportowa, ale i zaplecione z brody rogi, wyrastające – kompletnie odwrotnie niż u diabła – do dołu...

OPINIE PO GALI

Łukasz Rambalski (Smok Toruń / KickBoxing Bydgoszcz, zwycięzca turnieju K-1 Kokoro Cup 2008)
Cieszę się z wygranej, bo udało mi się pokonać znakomitych i utytułowanych zawodników. Ostatnio miałem kilka ładnych walk, które przegrywałem, natomiast te dwie dzisiejsze nie były może piękne, ale zwyciężyłem je i jestem z tego powodu szczęśliwy. Sukces na Kokoro Cup jest bardzo miłym ukoronowaniem dekady – zajmuję się sportami walki równe 10 lat. Dzisiejszy finał z Piotrkiem Woźnickim był moim 15. zawodowym pojedynkiem, bilans to 11 wygranych, 7 przez nokaut.
Mieszkam w Bydgoszczy, trenuję w Smoku Toruń pod okiem Marka Marszała, prowadzę bydgoską sekcję Smoka, opiekuję się grupą młodych adeptów sztuk walki, liczy ona 80 osób. W październiku odniosłem pierwszy poważny sukces szkoleniowy, ponieważ na mistrzostwach Polski w muay thai w Łącku, mój podopieczny Daniel Jędrzejewski wywalczył złoty medal w gronie juniorów. Zwyciężył 3 walki, w finale przez nokaut.
Niebawem razem z moim menedżerem Martinem Lewandowskim będziemy próbować załatwić pobyt w Holandii. Po nieudanej walce z Turkiem Sahinem Yakutem we wrześniu w Alkmaar, chciałbym pokazać się z lepszej strony. Stawiam na zawodowstwo.

Karol Cieśluk (Bielański Klub Kyokushin Karate, srebrny medalista turnieju karate kyokushin Kokoro Cup 2008)
W tym roku czułem się w zdecydowanie lepszej formie niż 12 miesięcy temu, przede wszystkim na płaszczyźnie mentalnej. Walczyłem bardziej ofensywnie. Zwykle potrzebuję dużo czasu, by się rozkręcić, nie zdążam złapać właściwego rytmu i udowodnić swojej wyższości, gdy dwuminutowa runda nagle się kończy. Dziś było z tym lepiej, zaczynałem atakować od razu i jest to pozytywny aspekt mojego występu.
Doskonale pamiętam zeszłoroczną walkę z Navarro, więc w finale bardzo uważałem na głowę, przez co niepotrzebnie, zbyt często pozwalałem się trafiać na korpus i nogi. Alejandro to wojownik niezwykły, on wciąż się doskonali i zmienia – trzy tygodnie temu zdobył w Warnie mistrzostwo Europy, ale nie uczynił tego w bardzo porywającym stylu. Myślę, że dziś walczył o wiele lepiej, jest to dla mnie niewytłumaczalny fenomen, tym bardziej, że przecież nie jest zawodnikiem młodym. Jego firmowym zagraniem jest cios pięścią w udo – zaskakująca technika, którą zastosował rok temu i dzisiaj.
A propos wspomnianych listopadowych Mistrzostw Europy Open w Warnie – jestem niezadowolony ze swojego startu. Walczyłem z nieznanym zawodnikiem z Czarnogóry, miałem go lekko naruszonego na wątrobę, uparłem się urabiać tę strefę, niestety nie udało się rywala ani znokautować ani zdobyć choćby wazari. Spodziewałem się, że sędziowie wskażą remis, nastawiłem się na dogrywkę, ale niestety decyzja była dla mnie niekorzystna.


WYNIKI

FOTOGALERIA

Wykonanie: AGINUS
ˆ do góry